22 września 2026 · Podróżowanie po 50-tce
Pierwszy samotny wyjazd po 50-tce: jak oswoić obawy
Pierwszy raz pojechałam sama w 2016 roku, do Lizbony. Nie był to plan na nowe życie ani wielka decyzja. Mój partner nie mógł jechać, moja wyjazdowa koleżanka też nie, a ja nie chciałam szukać towarzystwa na siłę. Wolałam nie jechać z przypadkową osobą — zwłaszcza że miałam za sobą trudny czas w pracy i wiedziałam, że sama mogę być wtedy trudnym towarzystwem.
Postanowiłam spróbować. I to się sprawdziło.
Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli myślisz o pierwszym samotnym wyjeździe po 50-tce i coś Cię jeszcze powstrzymuje. Nie będę Cię przekonywać, że każda powinna jeździć sama — nie powinna. Opowiem, jakie obawy pojawiają się najczęściej, co z nimi robię u siebie i od czego najłatwiej zacząć, żeby sprawdzić, czy to w ogóle jest dla Ciebie.
Czy się bałam? Mniej, niż myślisz — ale jedna myśl nie dawała mi spokoju
Uczciwie: nie bałam się bardzo. Od 2008 roku jeżdżę bez biura podróży i przed Lizboną miałam już za sobą sporo wyjazdów w różnych układach. Organizacja, lotniska, noclegi — to wszystko znałam.
Zastanawiałam się nad czym innym: czy nie będę się czuła samotnie. Doszłam do wniosku, że czasem warto pobyć z samą sobą.
To też się sprawdziło.
Najlepiej pamiętam jedną chwilę. Siedziałam na ławce na jednym z lizbońskich miradouro, czyli punktów widokowych nad dachami miasta. Niedaleko stał mężczyzna, chyba w przerwie w pracy, i załatwiał przez telefon jakieś interesy. A ja siedziałam obok i czułam się cudownie wolna. Przeszczęśliwa, że nie muszę niczego załatwiać i mogę robić dokładnie to, na co mam ochotę.

Co mi daje wyjazd w pojedynkę
Jestem chyba introwertyczką i bycie sama ze sobą przychodzi mi naturalnie. Znam osoby, które nie wyobrażają sobie wyjazdu bez kogoś, z kim mogą na bieżąco dzielić wrażenia — i to jest tak samo w porządku.
U mnie samotny wyjazd robi kilka rzeczy naraz. Pozwala mi się stęsknić za bliskimi. Porządkuje myśli. Wyłącza mnie z bieżących problemów. I po prostu pozwala odpocząć.
Zauważyłam też, że kiedy podróżuję sama, inaczej rejestruję otoczenie i życie ludzi w danym miejscu. Mocniej to czuję. Chętniej zaglądam w zaułki i zakamarki, niekoniecznie te z przewodnika. I jeszcze jedno: w pojedynkę łatwiej nawiązuje się kontakty — i z mieszkańcami, i z innymi osobami, które podróżują samodzielnie.
Obawy przed samotną podróżą i co z nimi robię
Poniżej obawy, które najczęściej pojawiają się przed pierwszym wyjazdem w pojedynkę. Przy każdej piszę, jak to wygląda u mnie — nie jak powinno wyglądać u Ciebie.
Że będzie niebezpiecznie, zwłaszcza wieczorem
Generalnie się nie boję, ale zachowuję się zdroworozsądkowo. Nie wchodzę w nieoświetlone zaułki i nie zapuszczam się do dzielnic, o których wiadomo, że są niebezpieczne. Po zmroku wybieram tylko miejsca uczęszczane i uznawane za bezpieczne.
Że będzie mi smutno albo samotnie
Nie jest. Mam przy sobie czytnik e-booków, słuchawki do audiobooków i muzykę, a dookoła mnóstwo rzeczy, które mnie interesują. Wieczorem odzywam się do rodziny albo przyjaciół i opowiadam, jak minął dzień. Ta wieczorna relacja z dnia sprawia, że nie czuję się odcięta, a jednocześnie cały dzień należy do mnie.

Kolacja sama w restauracji
Tu przyznam się od razu: na początku czułam się dziwnie, siedząc sama przy stoliku. Zdarzało się też, że ktoś mnie zaczepiał.
Doświadczenie nauczyło mnie jednego — najlepiej czymś się zająć i nie sprawiać wrażenia, że czekam na towarzystwo. Może to niezbyt kulturalne, ale czekając na jedzenie, czytam e-booka. Wtedy nikt nieproszony się nie dosiada, a ja mam wieczór dla siebie.
Że się zgubię
W mieście naprawdę trudno się zgubić. Na szlaku w górach czy w lesie — owszem, tam można, i o tym, jak sama zabłądziłam w sycylijskim lesie, pisałam przy okazji telefonu w podróży. Ale nie w Lizbonie. W mieście zawsze jest ulica, która dokądś prowadzi, i ktoś, kogo można zapytać.

Że coś się stanie ze zdrowiem i nikt nie pomoże
To też jest mało prawdopodobne. Apteki są dobrze oznaczone, w razie wypadku jest numer alarmowy — w całej Unii Europejskiej działa 112 — a pomoc można dostać także w hotelu i w informacji turystycznej.
Że sama nie dam rady z bagażem
Na wyjazdy solo pakuję się skromnie, tylko to, co naprawdę potrzebne. Nie chcę się czuć jak osiołek albo wielbłąd. A żeby w tym skromnym bagażu niczego nie zabrakło, pomaga mi moja lista przed wyjazdem.
Co ludzie pomyślą
Mamy XXI wiek i mnóstwo kobiet podróżuje samodzielnie. Mam nawet wrażenie, że kobiet podróżujących solo spotykam więcej niż mężczyzn.
Że pokój dla jednej osoby kosztuje prawie tyle co dla dwóch
Tu nie będę udawać: to prawda. Pokój jednoosobowy często kosztuje niewiele mniej niż dwuosobowy, a taksówki z lotniska nie ma się z kim podzielić. To jest realny koszt samotnego wyjazdu.
Staram się więc rozsądnie wybierać nocleg, czyli najlepszy dla mnie w rozsądnej cenie. Mam na to kilka swoich kryteriów — opiszę je w osobnym tekście, bo to temat sam dla siebie.
Co robię zawsze, kiedy jadę sama
Dwie rzeczy.
Bliscy wiedzą, gdzie jestem.
I mam plan B na wypadek brzydkiej pogody. O tym, jak układam sobie dzień w podróży, żeby zostawało w nim miejsce na zmianę planów, pisałam przy planowaniu dnia.
A jeśli samotność Ci nie służy
Nie mam czegoś, czego nie lubię robić sama. Ale wiem, że nie wszyscy tak mają, i to jest w porządku.
Jeśli samotność Ci nie służy, wyjazd z odpowiednią osobą może być lepszy niż solo. Można na bieżąco dzielić się wrażeniami, a wieczorem mieć z kim porozmawiać o tym, co się widziało. Samotny wyjazd to jedna z możliwości, nie egzamin z odwagi.
Najłatwiejszy pierwszy krok
Jeśli nie wiesz, czy to dla Ciebie, nie zaczynaj od dalekiej podróży. Wybierz ciekawe miasto w Polsce i zrób sobie weekendowy reset: na przykład dwie noce i dojazd pociągiem.
Taki weekend pokaże Ci więcej niż jakikolwiek poradnik. Jeśli po dwóch dniach bez bliskich i znajomych czujesz się dobrze — wiesz, że możesz spróbować dalej. Jeśli czujesz dyskomfort, to też jest odpowiedź. Wtedy lepiej wybrać towarzystwo, najlepiej sprawdzone albo po prostu niekonfliktowe.
W październiku napiszę, jak planuję trzy jesienne dni w polskim mieście bez gonitwy. Jeśli szukasz miejsca na pierwszą próbę, to może być dobry początek.

Nie trzeba być nieustraszoną, żeby ruszyć. Wystarczy wiedzieć, czego się obawiasz, i mieć na to jeden własny sposób.
A jaka obawa jest u Ciebie największa? Napisz jednym słowem na Facebooku — może właśnie o niej będzie jeden z kolejnych tekstów.