8 września 2026 · Podróżowanie po 50-tce
Moja lista przed wyjazdem: 25 rzeczy, które dają mi spokój
W zeszłym roku jechaliśmy z partnerem samochodem na Korsykę. Samochód jest dla mnie pokusą nie do odparcia: nie ma limitu bagażu, więc biorę wszystko, co „może się przydać”. Wzięłam. Po drodze zwiedzaliśmy wybrane miejsca, więc noclegów było kilka — i przy każdym z nich szliśmy do samochodu co najmniej dwa razy, bo moje rzeczy nie mieściły się w jednej turze. A w całej tej masie i tak nie mogłam znaleźć tego, czego akurat potrzebowałam.
W tym roku pojechaliśmy samochodem do Słowenii. Tego błędu już nie powtórzyłam.
Ten tekst jest dla Ciebie, jeśli wieczór przed wyjazdem wygląda u Ciebie jak gonitwa, a w drodze na lotnisko wraca to jedno pytanie: czy na pewno o czymś nie zapomniałam. Moja lista przed wyjazdem ma 25 pozycji w sześciu blokach i większość z nich to nie są rzeczy do włożenia do walizki, tylko rzeczy do załatwienia. To jest cała różnica — bo to nie brak drugiej pary butów psuje pierwszy dzień, tylko niezamknięta sprawa zostawiona w domu.
Skąd u mnie ta lista
Lista była u mnie od zawsze. Lubię działać z planem — nie dlatego, że jestem drobiazgowa, tylko dlatego, że nie chcę trzymać wszystkiego w głowie. Głowa przed wyjazdem ma inne zadania.
Najpierw była kartka papieru, pisana za każdym razem od nowa. Potem arkusz w Excelu, później Notion, a teraz Inspirovia — aplikacja, w której planuję całą podróż. Kartki już nie przepisuję, ale zasada została ta sama: wszystko, co mam do zrobienia, jest spisane w jednym miejscu i nie muszę o tym pamiętać.
Dokumenty i pieniądze
To jedyny blok, w którym nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. Wszystko inne da się kupić na miejscu — tego nie.
1. Dokument tożsamości i prawo jazdy. Nie wystarczy zerknąć na datę ważności tydzień przed wyjazdem. Bywam w krajach, które wymagają paszportu ważnego jeszcze co najmniej pół roku po powrocie, więc sprawdzam to wcześniej, na spokojnie. Prawo jazdy zabieram wtedy, gdy planuję wypożyczyć samochód.
2. Bilety i rezerwacje. Pobrane jako pliki, nie zostawione w skrzynce pocztowej. Poczta wymaga zasięgu, a plik w telefonie nie.
3. Ubezpieczenie podróżne. Trzymam je razem z biletami, w tym samym miejscu co karta EKUZ — jeden folder, jedno miejsce do sprawdzenia.
4. Karty płatnicze. Dwie, przechowywane osobno. Nie dlatego, że spodziewam się najgorszego, tylko dlatego, że zgubiony portfel nie musi od razu oznaczać końca wyjazdu.
5. Trochę gotówki. Ile — zależy od kraju. Sprawdzam wcześniej, czym się tam realnie płaci: w jednych miejscach karta wystarcza wszędzie i gotówka jest tylko na sytuacje awaryjne, w innych bez banknotów nie kupię biletu na autobus.
Dom, który zostawiam
Ten blok robi najwięcej dla mojego spokoju, a wygląda najmniej efektownie. Chodzi o to, żeby wyjechać z domu, o którym nie muszę myśleć.
6. Opieka dla kotów. Umówiona wcześniej, nie w ostatniej chwili. Kiedy jadę z partnerem, kotami zajmuje się moja siostrzenica; kiedy jadę sama albo z przyjaciółką — partner zostaje z nimi i z domem. To pierwsza rzecz, którą załatwiam, i dopiero potem kupuję bilety.
7. Zamknięte okna, sprawdzone drzwi i zamki. Przechodzę przez mieszkanie raz, spokojnie, zamiast wracać do tego myślami na lotnisku.
8. Wyłączone z prądu to, co nie musi być włączone.
9. Wyrzucone śmieci.
10. Sprawdzona lodówka. Wyjmuję wszystko, co nie przeżyje mojej nieobecności.
Punkty 7–10 brzmią jak oczywistości i pewnie nimi są. Ale mam z nich jeszcze jedną korzyść, o której rzadko się pisze: wracam do posprzątanego mieszkania. Po nocnym locie i taksówce z lotniska to potrafi być najlepsza część powrotu.

To Lukrecja. Koty mają na temat pakowania własne zdanie i za każdym razem dochodzą do tego samego wniosku: że jadą ze mną.
Walizka
Tu zaczyna się część, w której najłatwiej przesadzić — i w której przesadzam, jeśli siebie nie przypilnuję.
11. Ubrania odpowiednie do pogody. Zawsze na cebulkę. Jedna warstwa mniej i jedna więcej robi więcej dobrego niż osobny komplet na każdą ewentualność.
12. Peleryna albo płaszcz przeciwdeszczowy. Zajmuje tyle co nic, a ratuje cały dzień.
13. Wygodne buty i klapki pod prysznic. Buty koniecznie sprawdzone. Nowe buty w podróży to pomysł, który wygląda dobrze wyłącznie w sklepie.
14. Kosmetyczka i krem z filtrem. Kosmetyczkę pakuję oszczędnie. Wcześniej sprawdzam, czy w miejscu noclegu są środki czystości — jeśli są, zostawiam w domu ulubiony żel pod prysznic i kupuję na miejscu to, czego zabraknie. Ceny w tamtejszym supermarkecie bywają porównywalne, a kręgosłup nie musi tego dźwigać.
15. Okulary przeciwsłoneczne.
16. Mała torba albo plecak na dzień. Wolę plecak, najlepiej z antykradzieżową saszetką albo torebką pod ręką.
17. Coś ciepłego na chłodniejszy wieczór. Nawet w ciepłych krajach wieczór potrafi zaskoczyć chłodem, i nie tylko nad wodą.
Do tego dwie rzeczy, które nie są na liście, a jeżdżą ze mną prawie zawsze: poduszka podróżna pod szyję i butelka z filtrem.
Ile z tego wezmę, zależy od bagażu. Kiedy lecę z podręcznym, pakuję się rozważnie i zasada „im mniej, tym lepiej” działa sama z siebie. Kiedy jadę samochodem, muszę tę zasadę wprowadzić świadomie — bo bagażnik jej za mnie nie wymusi. Korsyka nauczyła mnie tego skuteczniej niż jakikolwiek poradnik.

Telefon, ładowanie i kontakt
Cały ten blok robię wieczorem przed wyjazdem, nigdy w dniu wyjazdu.
18. Naładowany telefon i powerbank. Ładują się dzień wcześniej. Powerbank naładowany w nocy przed wyjazdem to powerbank, o którym się zapomina.
19. Ładowarka i przejściówka do prądu. Przejściówka wtedy, gdy jadę tam, gdzie gniazdka są inne.
20. Roaming albo eSIM. Sprawdzam przed wyjazdem, czy mój abonament działa w danym kraju i ile mam w nim internetu. Poza Unią albo przy wyczerpanym limicie kupuję eSIM — w domu, nie na lotnisku.
21. Słuchawki. Do audiobooków. Razem z nimi jedzie czytnik e-booków, bo w podróży czytam więcej niż w domu.
22. Najważniejsze numery i informacje zapisane albo dostępne offline. Mapy pobieram w domu, przy swoim wifi. Plan dnia mam w Inspirovii, numery do noclegów i bilety — w telefonie, w miejscu, do którego dotrę bez zasięgu.
Do tego rzecz, która formalnie nie jest pozycją na liście, tylko stałym nawykiem: zawsze mówię komuś bliskiemu, dokąd jadę, i pokazuję plan podróży. Przy dalszych wyjazdach zgłaszam podróż w Odyseuszu — to bezpłatna aplikacja Ministerstwa Spraw Zagranicznych, w której zostawia się swoje daty i kierunek. Zajmuje kilka minut i nie trzeba do tego wracać.

Moje rzeczy, o których łatwo zapomnieć
Dwie pozycje, ale to one najczęściej decydują o tym, jak wygląda pierwsza doba na miejscu.
23. Leki i rzeczy, których używam na co dzień — spakowane i łatwo dostępne. Moje stałe leki zabieram obowiązkowo, w bagażu podręcznym, nie w walizce oddanej na lotnisku. Obok nich jedzie mała apteczka: coś przeciwbólowego, coś przeciwgorączkowego, stoperan, plasterki, bandaż elastyczny. To jest mój sposób pakowania, a nie porada — o tym, co powinno jechać z Tobą, rozmawiaj ze swoim lekarzem albo farmaceutą.
24. Wszystko, co jest mi potrzebne pierwszego wieczoru i następnego poranka. Pakuję to tak, żeby leżało na wierzchu. Po dotarciu na miejsce rozpakowuję tylko tę część, a reszta czeka do rana. Nic nie planuję na pierwszy wieczór poza kolacją — jeden porządny punkt dziennie w zupełności wystarcza, o czym pisałam więcej w tekście o planowaniu dnia w podróży po 50-tce.

I jeszcze jedno
25. Nie próbuję dopiąć wszystkiego na ostatnią minutę. Zaczynam tydzień wcześniej i przez ten tydzień uzupełniam to, czego brakuje. Nie dlatego, że mam więcej czasu niż inni — tylko dlatego, że rozłożone na siedem dni to jest kilka drobiazgów dziennie, a zrobione ostatniego wieczoru to jest noc bez snu.
To jest ta jedna pozycja, która sprawia, że pozostałe dwadzieścia cztery w ogóle mają sens.
Jak korzystam z tej listy
Nie odhaczam jej jednego dnia. Otwieram ją tydzień przed wyjazdem i wracam do niej wieczorami, po kilka punktów naraz. Ostatniego dnia zostają mi zwykle rzeczy z bloku o telefonie i ładowaniu — i to wystarczy.
Nie zdarzyło mi się dotąd zapomnieć czegoś, co zepsuło wyjazd. Myślę, że to nie zasługa dobrej pamięci, tylko właśnie tego, że nie muszę pamiętać. A gdyby kiedyś się zdarzyło, mam w głowie jedno zdanie, które przywraca właściwe proporcje: dopóki mam dokumenty, pieniądze i bilety, reszta jest do kupienia. Chyba że wybieram się na bezludną wyspę — ale tego jeszcze w planach nie mam.

Po to jest ta lista. Nie po to, żeby spakować się idealnie — po to, żeby móc usiąść na takiej ławce i nie zastanawiać się, czy zakręciłam wodę.
Za tydzień biorę na warsztat sam telefon w podróży: co w nim mam przygotowane przed wyjazdem i co robię, gdy zostaję bez zasięgu.
A Ty co masz na swojej liście, czego nie ma na mojej? Napisz w komentarzu na Facebooku — najchętniej tę jedną pozycję, bez której nie ruszasz z domu. Z takich odpowiedzi powstają kolejne wpisy na tym blogu.